Odkrycie roku – Olej z orzechów laskowych

Moja fascynacja tym olejem zaczęła się stosunkowo nie dawno. Na mojej drodze poszukiwań oleju dla mnie idealnego, zupełnie przypadkowo natknęłam się na niego. A stało się to przy analizowaniu składu jednego z bardzo drogich olejków do twarzy, chodzi o markę Decleor. Bardzo prosty skład a olejem bazowym jest nic innego tylko właśnie olej z orzechów laskowych, podobnie jest w olejku do twarzy Clarins Lotus. Oba są przeznaczone do tłustej skóry. Zaciekawiło mnie to i zaczęłam drążyć.

Po pierwsze, olej z orzechów laskowych należy do olejów nie schnących. Dla mnie to już jest dobra wiadomość, ponieważ każde stosowanie olejów schnących czy półschnących jako olejów bazowych kończy się pustynią Sahara na mojej twarzy. Nawet krem nie pomaga.

Do tej pory jako olej bazowy (chociaż w zasadzie olejem nie jest) używałam oleju jojoba. Jednak moim zdaniem on lepiej się nadaje do skóry suchej, chociaż tłustej skórze krzywdy nie robi.

Wracając do oleju z orzechów laskowych jednak. Jest on idealny jako olej bazowy właśnie, ponieważ jest wspaniałym nośnikiem, działa mocniej niż olej migdałowy, ułatwia wnikanie w głąb skóry wszelkich substancji, które bez tego oleju mają utrudniony dostęp do skóry. Jest wspaniały jako baza dla olejków eterycznych.

Fitosterole oraz fosfolipidy zawarte w oleju zmniejszają TEWL (przeznaskórkowa utrata wody), dzięki temu skóra jest lepiej nawilżona. Olej działa lekko ściągająco i uszczelniająco na naczynia krwionośne. Wykorzystuje się go w kosmetykach pielęgnujących skórę z trądzikiem różowatym.

Olej bardzo ładnie rozprowadza się na skórze i nie zostawia tłustej warstwy. Mimo wszystko po jego zastosowaniu stosuje na wszelki wypadek krem.

I doktora Różańskiego znalazłam informację, że właśnie orzechy laskowe wykorzystywano do leczenia trądziku, niestety ie było opisane jak się je stosuje, przypuszczam że właśnie chodziło o olej.

Sam olej zawiera również witaminę B1 oraz B6, dlatego ostrożna bym była ze stosowaniem go doustnie przy skórach problemowych. Również u doktora Różańskiego natrafiłam na informację, że podawanie witamin z grupy B w większych ilościach nasila zmiany na skórze. Aczkolwiek przypuszczam, że dodany raz na jakiś czas do sałatki nikomu nie zaszkodzi.

Po przyswojeniu sobie tych wszystkich faktów skonstruowałam sobie olejek do twarzy na bazie tegoż właśnie oleju. Chwilowo jeszcze go testuję, więc na razie przepisem nie będę się dzielić. Proszę czytelników o cierpliwość.

Zachęcam jednak do wypróbowania maseczki. Przepis ten sam co w artykule o oleju sezamowym. Trochę konsystencja wychodzi inna, taka mniej zwarta. Maseczka nie zasycha prawie w ogóle na buzi, łatwiej się ją też zmywa i matuje jeszcze lepiej niż ta z sezamem. Naprawdę warto wypróbować!

Napisz komentarz